Mimo wszystko nadzieja…

Witam,

Jestem tu po raz pierwszy. Trafiłam na to forum przypadkiem, szukając czegoś o poronieniu i postanowiłam napisać. Może będzie mi łatwiej dzieląc się swoimi przeżyciami z kimś, kto też to przeżył. Jednocześnie otuchą napawają listy tych, którym po niepowodzeniach wreszcie się udało J.

3 tygodnie temu w 12 tygodniu ciąży straciłam mojego drugiego dzidziusia… Ciąża prawie od początku była zagrożona, leżałam, brałam leki, do tego jeszcze wykryto u mnie nadciśnienie. Ale czułam się dobrze i w głębi serca wierzyłam, że wszystko skończy się szczęśliwie… taki mały prezent na gwiazdkę… Niestety. Poroniłam następnego dnia po tym, jak zaczęłam brać dihydralazynę. Dostałam silnego bólu głowy, wymiotów, wystąpiło krwawienie, potem doszły skurcze. Lekarze twierdzą, że lek ten nie mógł spowodować poronienia. Ale taki zbieg okoliczności… Czy możliwa jest nadwrażliwość na dihydralazynę? Nie chciałabym, aby następnym razem to się powtórzyło. Może ktoś wie coś na ten temat albo czy można gdzieś w Warszawie badać reakcje organizmu na leki?

Mój pierwszy dzidziuś pojawił się niespodziewanie w dość niespokojnym momencie mojego życia, kończyłam doktorat, obrona, cały ten stres. Po obronie moja siostra powiedziała mi, nie wiedząc jeszcze o moim stanie, o ciężkiej chorobie Mamy, która wymagała stałej opieki. W takiej sytuacji nie mogłam uniknąć kolejnych stresów. Ale ciąża przebiegała spokojnie, trochę męczyły mnie wyjazdy na weekendy, ale czułam się dobrze. Pomimo wszystko cieszyłam się. Z jednej strony gasnące już życie, a z drugiej rozwijająca się dopiero maleńka istotka… W 12 tygodniu miałam iść na wizytę kontrolną i wtedy okazało się, że Ono już nie żyje… Odeszło tak cichutko, niepostrzeżenie… Przeżyłam to bardzo mocno. Wydawało mi się, że mnie takie rzeczy nie mogą spotkać… A potem zastanawiałam się, dlaczego ja, co takiego zrobiłam źle i czy to była moja wina… Dobrze, że miałam zwolnienie, bo nie wiem, jak wtedy wróciłabym do pracy. Ale w końcu musiałam wziąć się w garść, bo Mama mnie potrzebowała. Zmarła miesiąc później. Nastała pustka… Liczyłam tylko dni i tygodnie, kiedy będę mogła znowu spróbować. I doczekałam się… mały prezent na pierwszy dzień wiosny. Ale Jego też już nie ma… Teraz bardzo szybko wróciłam do pracy, bo nie mogłam usiedzieć w domu, wciąż te same myśli, zapełniające każdą wolną chwilę… strach, obawa o to, co będzie. Co jest ze mną nie tak? Czy kiedykolwiek przytulę moje maleństwo…?

Jola

14 odpowiedzi na pytanie: Mimo wszystko nadzieja…

easy Dodane ponad rok temu,

Spieszmy się kochać ludzi…

Po przeczytaniu Twojego postu zrobiło mi się strasznie przykro. Straciłam moje drugie dzieciątko w tym samym momencie ciąży, co Ty. Przeżyłam to strasznie i chociaż wiem co czujesz, to brak mi słów żeby Cię pocieszać!! Mam nadzieję,że będzie Ci tu dobrze… Pozdrawiam!!

jol32 Dodane ponad rok temu,

Re: Spieszmy się kochać ludzi…

Wielkie dzieki!

ika Dodane ponad rok temu,

Re: Mimo wszystko nadzieja…

Kochana Jalu!
Bardzo dobrze rozmumiem co teraz czujesz! Bardzo mi przykjro, że musiałaś przez to przejść, że przez to przechodzisz. Szczerze Ci współczuję. Pragnę by żadna dzirewczyna nigdy nie musiała doznawać tego bólu.. Też dwukrotnie przeszłam przez ten koszmar – praktycznie nie znaleziono przyczyny tego, że moje maleństwa umierały w pierwszym trymestrze – mimo brania leków na podtrzymanie, mimo wielkiego mojego uważania na siebie, jakoś sie nei udawało. Zrobiłam tabuny badań, wyeliminowałąm tak dużo przyczyn w końcu moja dr namówiła mnie bym raz jeszcze spróbowała. Wiesz Jolu – udało sie. Teraz jestem mamą prawie 3 miesięcznego igorka – a urodził sie na primę aprilis( nei wiem jak to się pisze). Nie trać nadzeji. Poszukaj przyczyny, przebadaj się. Wiierz i nie trać nadzeji!
Na pewno spotkasz tu wiele ciepła i wsparcia.
Gorąco pozdrawiam

ika z Igorem 01.04.2004

aga30 Dodane ponad rok temu,

Re: Mimo wszystko nadzieja…

Witami Cię Jolu, wiem, że bardzo teraz cierpisz i żadne słowa nie są w stanie Cie pocieszyć, to trzeba poprostu przeczekać, wypłakać bo zapomnieć się nie da, ja straciłam dzidziusia w 34 tyg, pół roku temu, nadal boli…
Kochana po drugim poronieniu to juz porób sobie koniecznie badania a może skonsultuj się z innym lekarzem, im wcześniej wykryjesz przyczynę poronień tym szybciej będziesz spokojniejsza i możesz zacząć leczenie
Dobrze że trafiłaś na to forum, tu jest istna skarbnica wiedzy, mnie jego lektura, oraz świadomość tego że zawsze mogę się komuś wyżalić pomogła przejść najcięższe chwile
Życzę Ci abyś nie traciła wiary

Aga i Dawidek aniołek (10.12.2003)

k8-77 Dodane ponad rok temu,

Re: Mimo wszystko nadzieja…

Jolu, zawsze jest nadzieja. Musisz o tym pamietac. to nie sa puste slowa – ja tez dwa razy tracilam dziecko (poronienie samoistne, ciaza obumarla). doczekalam sie jednak mojego szczescia, ty tez tego doczekasz. zycze ci, zeby bylo to jak najpredzej. znajdz dobrego, zaufanego lekarza – jego spokoj i wiedza pomoga ci w nastepnej ciazy. jolu, przesylam ci duzo ciepla.
pozdrawiam

jaewa Dodane ponad rok temu,

Re: Mimo wszystko nadzieja…

Twoja historia jest smutna, ale sam Twój tytuł : “Mimo wszystko nadzieja..” mówi wszystko za siebie- musimy mieć nadzieję i wierzyć w to, że sie uda, bo to prawda!!!
Buziaczki
EwA

jol32 Dodane ponad rok temu,

Re: Mimo wszystko nadzieja…

Witam,

Strasznie dziękuję wszystkim za miłe słowa! Bardzo to budujące. Tym razem zrobię wszystkie możliwe badania i wierze, że mi się uda… Wam również tego życzę… Dzis idę do poradni genetycznej.
Gorące pozdrowienia

Jola

ewa77kat Dodane ponad rok temu,

Re: Mimo wszystko nadzieja…

Witaj

wiem co czujesz, bo sama przeżyłam trzy poronienia. Najgorsza była ostatnia, trzecia porażka. Byłam bliska załamania, popadłam w depresję, tak bardzo pragnęłam dziecka. Też sobie zadawałam pytanie: dlaczego ja? Ale pomimo załamania wzięłam się ostro za siebie, od znajomych słyszałam o dobrej klinice leczenia niepłodności (mój problem polegał na poronieniu, ale takie kliniki niejednokrotnie zajmują się także poronieniami u kobiet). Postanowiliśmy z mężem jeszcze raz u nich spróbować. Leczyłam się przez rok, zaliczyłam w tym czasie mnóstwo badań (które oczywiście wiązały się także z kosztami, wszystko niemalże na swój koszt). W zasadzie nie znaleziono u mnie żadnej konkretnej przyczyny, która jednoznacznie mogłaby wskazywać na niepowodzenia przy utrzymaniu ciąży. Wykryto kilka drobnych spraw, które zdaniem lekarzy mogły mieć wpływ, ale nie musiały. Zostałam przeleczona na infekcję bakteryjną, na listeriozę, na przeciwciała przeciwtarczycowe, bo te właśnie trzy rzeczy u mnie wykryto. I pełna obaw po raz czwarty podjęłam próbę. Oczywiście że się bałam, codziennie drżałam o to kruche we mnie życie, co chwilkę biegłam do łazienki sprawdzić, czy nie ma na bieliźnie najmniejszej kropli krwi. Ale ku mojemu dużemu zdziwieniu wszystko toczyło się dobrze i toczy się tak dalej, bo mam już połowę ciąży za sobą. Nawet nie muszę Ci pisać, jak bardzo czuję się szczęśliwa. Chciałam tylko, abyś wiedziała, że nie możesz się załamywać. Jeśli jesteś z okolic Katowic, służę namiarami do dobrych lekarzy, którzy mi pomogli. Wierz mi, że nawet po kilku poronieniach można zostać szczęśliwą matką. Trzeba tylko dobrze się przygotować do kolejnej próby.

Pozdrawiam cieplutko, trzymam kciuki
Ewa

jola72 Dodane ponad rok temu,

Re: Mimo wszystko nadzieja…

Witaj Jolu!!
Jest mi niezmiernie przykro, że Ciebie to nieszczęście też spotkało. Wiem, że tej pustki nie jest w stanie nic wypełnić, sama straciłam dzidziusia dwa miesiące temu:(Zobaczysz na pewno Ci się uda urodzić zdrowe dziecko!! Tylko nie trać nadziei!! Pozdrawiam serdecznie

Jola

olinja Dodane ponad rok temu,

Re: Mimo wszystko nadzieja…

Witaj Jolu
Tak strasznie mi przykro.
Nie potrafie nic napisać, wiem co czujesz mam nadzieje, ze będziesz silna a wsród nas znajdziesz wsparcie.
3maj się

Pozdrawiam,
Olinka

jol32 Dodane ponad rok temu,

Re: Mimo wszystko nadzieja…

Dzieki za wszystkie miłe słowa! Usmiecham się, gdy je czytam i jest mi łatwiej.
Pozdrawiam wszystkich serdecznie.

Jola

jol32 Dodane ponad rok temu,

Re: Mimo wszystko nadzieja…

Dziękuję wszystkim za miłe słowa. Biorę się w garsć i robię wszystkie badania. Jesli można znaleźć przyczynę i zapobiec kolejnym poronieniom, to ją znajdę. W końcu jestem naukowcem…
Trzymajcie się ciepło.

Jola

jol32 Dodane ponad rok temu,

Re: Mimo wszystko nadzieja…

Dziękuję Wam wszystkim za miłe słowa… Dzięki temu forum uzyskałam wiele cennych informacji, między innymi badań, które zamierzam zrobić bez względu na to, co powie moj gin. Ide tam w przyszłym tygodniu. Trzymajcie się cieplutko.
Jola

atarasa Dodane ponad rok temu,

Re: Mimo wszystko nadzieja…

Ściskam Cię bardzo mocno i współczuję… Wiem co czujesz…

Agnieszka (mama dwóch aniołków)

Znasz odpowiedź na pytanie: Mimo wszystko nadzieja…

Dodaj komentarz

Oczekując na dziecko
Z okazji Dnia Ojca :)
Z okazji Dnia Ojca, nasza dzidzia postanowiła dać tatusiowi prezent: rano jak się przytuliłam brzuchem do jego pleców, to dostał takiego kopa w nerki na dzień dobry, że aż się
Czytaj dalej
Noworodek, niemowlę
Nauka przezuwania - co podać ?
Najpierw sie MUSZE pochwalić :) Dzisiaj jest wielki dzień mojego synka, bo wlasnie przebiła mu się górna jedynka :) Okupione to było dwudniowym cierpieniem, ale w koncu JEST! No i tak
Czytaj dalej