jak rodził się Franek

Przed szpitalem
Już od poniedziałku rano czułam się jakby gorzej, skurcze pojawiły się też rano, do tej pory jeżeli były to raczej wieczorem, a do tego trochę bolało jak na miesiączkę. Rano zadzwoniłam do mojej lekarki, która właśnie wróciła z urlopu, donosząc, że jeszcze nie urodziłam, zdziwiła się trochę bo przepowiadała mi poród już jakiś miesiąc temu hi hi.
Potem pojechałam na ktg, gdzie miałam jakiś jeden smętny skurcz i położna powiedziała, że to jeszcze daleko, więc wyszłam jak zwykle lekko podłamana i poszłam sobie zamówić zasłony do pokoju dla malucha. Łapały mnie trochę skurcze, ale zniechęcona słowami położnej stwierdziłam, że trzeba jeszcze poczekać. Poszłam jeszcze na spacerek i wróciłam do domu autobusem około 14.00. Zajrzałam na forum pomarudziłam, że u mnie znowu nic, ale czułam się coraz gorzej. Koło 15.00 już skurcze zaczęły być regularne, więc coś mnie tknęło, że może….
O 16.00 zadzwoniłam do męża, że coś się dzieje, ale że jeszcze muszę iść do urzędu zarejestrować samochód, bo mi się kończą tymczasowe numery. Trochę się zdziwił, ale przyjechał do domu i czekał na mnie, a ja wesolutka w urzędzie ze skurczami co jakieś 7-10 minut próbowałam się wepchnąć bez kolejki. Załatwiłam sprawę, wróciłam do domu, mąż zjadł obiadek, ja już tylko ledwo ledwo zupkę i o 18.00 skurcze co 5 min jak z zegarkiem w ręku (nie da się tego przeoczyć!!!) pojechaliśmy do szpitala.

I etap
W szpitalu o 18.30 werdykt 3 cm rozwarcia, proszę wziąć torbę z samochodu idziemy rodzić. Mąż przebrał się w szpitalne ubranku i jazda do sali, skurcze już cholernie bolały, przyjechała moja położna, było ktg, badanie i 5 cm rozwarcia, ja się skręcam i oczywiście zapominam oddychaniu itp. wiec decyzja o znieczuleniu, po podaniu zzo sielanka, czuje skurcze, ale leżę sobie i odpoczywam zadowolona, że to takie przyjemne, gadamy sobie z mężem, nawet nie korzystam z prysznica bo nie ma po co. Położna mnie bada 9 cm rozwarcia, robi mi jakiś masaż, ale ja wiele nie czuje, wiec jest całkiem przyjemnie, za chwilę 10 cm i werdykt, trzeba się uczyć przeć.

II etap
Około 21.30 zaczynamy parcie, na początku jest przyjemnie, czuje skurcze, ale nie bolą, położna ma jednak nie wyraźną minę, bo skurcze jakoś słabną, ja tam się nie martwię, bo sobie myślę, przecież to już końcówka!!!
Ale mina coraz bardziej niewyraźna, okazuje się, że mam jeszcze problemy z kroczem, że jest chyba trochę pęknięte i do takie jakieś zakażenie, więc trzeba uważać, żeby nie pękło!
Zaczynam czuć ból, przychodzi lekarka, jedna, potem druga, robią badanie, które już nie jest takie przyjemne, słyszę tylko “główka nieustalona skurcze słabe, dajemy oksytocynę”.
No i od tego momentu zaczyna się jazda, bóle robią się okropne, ja prę ale cały czas coś nie tak, a to za słabo, a to nogi źle, mąż mnie wspomaga jak może, mamy parcie na stojąco na leżąco bokiem itp. Po godzinie cały czas główka nieustalona i atmosfera gęstnieje. Ja już mam przed oczami cesarkę, ale moja położna cały czas podtrzymuje na duchu i po jakiś 15 minutach szok położna mówi “widzę główkę chyba mamy rudzielca”.
Wszyscy się zdziwili, a ja oczywiście nie wieżę, że to już, więc każę biednemu mężowi potwierdzać! Jeszcze kilka parć i moment którego nigdy nie zapomnę słyszę jak położna mówi przez telefon “poproszę o pediatrę rodzi się dziecko”, wtedy uwierzyłam i za chwilę poczułam główkę, potem jeszcze chwila i “mały” (3900 kg 53 cm) jest na świecie o 23.10, po 1 godz. 40 minutach parcia!!! Moment, w którym kładą go na brzuchu jest najwspanialszy na świecie.

Po
Potem jeszcze urodziłam łożysko, ale to już było proste, mały był badany, tata kręcił pierwszy filmik o synku, a ja byłam szyta, nie było to przyjemne, ale w porównaniu z bólami partymi to pestka, potem pierwsze karmienie i koniec po dwóch godzinkach jedziemy z synkiem na położnictwo.
Muszę przyznać, że bolało owszem nie będę tego ukrywać, ale naprawdę jest coś takiego, że ten ból się zapomina jak pojawia się maluch. Poród rodzinny to wspaniała sprawa, mąż był jedyną osobą, której słowa dokładnie pamiętam jego rady i pomoc były dla mnie najważniejsze, bo jemu wierzyłam bardziej niż lekarzom i położnej, która była wspaniała, ale to przecież jednak obcy człowiek.
No i polecam Karową, ja czułam cały czas, że jestem w najlepszych rękach!!!
A na koniec – mój synek po umyciu już nie jest rudzielcem tylko pięknym jasnym blondynkiem

Kaasia z Frankiem, który 11.08 wreszcie wyszedł z brzucha

3 odpowiedzi na pytanie: jak rodził się Franek

Dodane ponad rok temu,

Re: jak rodził się Franek

Piękny, wzruszający opis:))

Gratulacje i dużżżo szczęścia w trójeczkę:)

Aba i prawdopodobnie Jaś 🙂 (27.10.03)

ykke Dodane ponad rok temu,

Re: jak rodził się Franek

No i wreszcie jest mały Franio GRATULACJE!!!!!!!

Izka i Iga 23.08

effcia Dodane ponad rok temu,

Re: jak rodził się Franek

jeszcze raz gratuluje, duza buzka:-))))))

Effcia z FRANUŚKIEM uparciuszkiem, co nie chce wyjsc z brzuszka (11.08.03)

Znasz odpowiedź na pytanie: jak rodził się Franek

Dodaj komentarz

Dla starających się
Jestem z powrotem
Witam, juz po urlopie. Niestety nie wrocilismy "z pasazerem na gape". Ech, trudno. Przejrzalam z grubsza zalegle posty i teraz bede juz na biezaco. Gratuluje wszystkim, ktore ujrzaly upragnione 2 kreseczki i
Czytaj dalej
Karmienie
jak długo trwa karmienie?
Jestem świeżą mamusią. Moj synek nie ma raczej problemów z jedzeniem, ale nie wiem, ile trwa przeciętnie karmienie u mnie jest to około 20-30 minut, co około 3 godz. czasami
Czytaj dalej