Konkurs – Wygraj kosmetyki PAT&RUB SWEET

Weź udział w naszym konkursie i wygraj zestaw kosmetyków PAT&RUB SWEET, które zapewnią maluszkom doskonałą ochronę kosmetyczną już od pierwszego dnia życia.

Są takie momenty, kiedy maluch czuje się szczególnie dobrze? to m.in. chwile głaskania przez mamę. Taki masaż podczas i po kąpieli nastraja pozytywnie, uspokaja i wywołuje radosny uśmiech dziecka. Równie kojące i troskliwe jak opieka mamy są kosmetyki naturalne PAT&RUB SWEET, które zapewnią maluszkom doskonałą ochronę kosmetyczną od pierwszego dnia życia.

Mamy dla Was 10 zestawów z kosmetykami naturalnymi PAT&RUB SWEET. W skład każdego zestawu wchodzą: Oliwka PAT&RUB SWEET, Szampon/płyn do mycia ciała i włosów PAT&RUB SWEET, Krem ochronny do twarzy PAT&RUB SWEET.

Jeśli chcesz wygrać jedną z 10 nagród wystarczy, że w tym wątku konkursowym zamieścisz w kilku zdaniach wypowiedź na temat:

Moje wspomnienia z pierwszych dni w domu z dzieckiem.

Odpowiedź zamieść w tym wątku konkursowym.

Najciekawsze wypowiedzi nagrodzimy wyżej wymienionymi nagrodami.

Przeczytaj
Na odpowiedzi czekamy od 7 do 16 marca.

Więcej o konkursie i nagrodach przeczytasz

72 odpowiedzi na pytanie: Konkurs – Wygraj kosmetyki PAT&RUB SWEET

  1. Hmmmm…

    Moje wspomnienia z pierwszych dni w domu z Sebastiankiem to Radość, radość i jeszcze raz radość 🙂 I to cudowne uczucie spełnienia 🙂
    Od samego początku walczyliśmy o życie (jeszcze w ciąży) jak i zdrowie (po porodzie) naszego Skarba tak więc pierwsze chwile w domu kiedy to mogliśmy po tych wszytkich traumatycznych przezyciach położyć malutkiego w kołysce i po prostu być razemz nim i Naszą córeczką, móc zapomnieć to co było złe i zacząć snuć cudne plany na przyszłość był jednym z najszczęśliwszych dni w Naszym życiu 🙂
    Mimo iż byłam zmęczona, wręcz padnięta, niewyspana i czasem nawet wkurzona to dopiero wtedy poczułam, że jestem w końcu MEGA SZCZĘŚLIWA To uczucie towarzyszy mi do dziś

    • Kiedyś tam będziesz miał dorosłą duszę,
      Kiedyś tam, kiedyś tam…
      Ale dziś jesteś mały jak okruszek,
      Który los rzucił nam…

      słowa piosenki S. Krajewskiego towarzyszą nam od pierwszego dnia w powiększonym składzie. Gdy po licznych zawirowaniach przed i po porodzie w końcu mogliśmy zabrać naszego okruszka do domu, jeszcze w samochodzie wzięłam męża za rękę i powiedziałam: “jak dobrze, że już po wszystkim”. A to był dopiero początek!

      • Moje wspomnienia z pierwszych dni w domu niestety nie są kolorowe. Dzień po powrocie z Szymonkiem do domu, a 4 dni po porodzie nasze szczęście zostało jednak zakłócone? w domu, na naszych oczach zmarł mój tata. Chorował na raka i nie można było go już uratować. Nawet pogotowie nie chciało już przyjechać, bo stwierdzili, że?do takich przypadków już nie przyjeżdżają?. Następne dni były dla mnie straszne, nie dość, że rana po cesarskim cięciu strasznie bolała, to psychicznie też nie było najlepiej. Wszystko to odbiło się niestety na naszym synku? z dnia na dzień straciła pokarm, co kompletnie mnie załamało. Całymi dniami potrafiłam płakać i obwiniać się o to, że nie jestem dobrą matką. Na szczęście mąż zrozumiał, że teraz bardzo go potrzebuję i wspierał mnie na każdym kroku. Przejął opiekę nad synkiem i zajął się także naszym drugim smykiem, który miał wtedy 2 latka. Nieoceniona była też pomoc położnej, która podczas wizyty wysłuchała nas i powiedziała do mnie:?Dziewczyno, ciesz się swoim szczęściem, a nie zamartwiaj brakiem pokarmu. Masz super chłopaków, którzy rozwijają się wspaniale, więc uśmiechnij się?. Te słowa podniosły mnie na duchu i przywróciły wiarę w siebie. Dzieki pani Marysi nasze życie powolutku zaczęło wracać do normy i pomimo żałoby i strasznego cierpienia, zaczęłam znów na nowo cieszyć się macierzyństwem.

        • Świetny temat.

          Wielka radość,ale i strach z mojej strony,bałam się sama wykąpać maleństwo,do teraz pamiętam jak pierwszy raz stałam nad wanienką płakałam ja,płakała córeczka,na szczęście szybki weszłam w rytm i dalej już szło.
          Poznawałyśmy się nawzajem,mogłam patrzeć godzinami na słodko śpiącego aniołka.Z szerokim uśmiechem wspominam,jak świeżo upieczony dumny jak paw i przejęty swą nową rolą tatuś pozamykał szczelnie wszystkie okna nagrzał nam w domu do 30 stopni,przytargał do tego jakiś stary olejowy grzejnik na prąd,podłączył,ubrał małej skarpetki na rączki,owinął w rożek i trzymał nad tym wspomnianym grzejnikiem,bo bał się,że będzie jej zimnodość chwile trwało,aż dał się przekonać,że nie ma takiej potrzeby,że wolno a nawet trzeba otwierać okna a robienie z domu sauny wszystkich męczy
          Magiczne chwile tylko dla nas,szczęście,że mamy zdrową,upragnioną córeczkę.
          Co jeszcze pamiętam?Wielki smutek,że nie zdążyła poznać mojego taty,którego pochowaliśmy kilka dni wcześniej,który miał przygotowaną masę prezentów na powitanie pierwszej wnuczki.Żal do losu,że brakło tak niewiele czasu,aby mógł ją chociaż raz zobaczyć,przytulić i ucałować.

          (Edytowałam bo znalazłam ogromny błąd ortograficzny :wstyd:

          • Wielkie serce

            Kiedy weszłam do domu z moim synkiem czekała na mnie urocza niespodzianka. Mój mąż zrobił dla nas wielkie czerwone serduszko – z kilkudziesięciu baloników.
            Od tej chwili poczułam że będę mieć w nim wsparcie. Mąż troskliwie pomagał mi przy synku, wstawał do niego w nocy, zmieniał pieluchy i nosił na rękach gdy mały płakał. Zastępował mnie też w kuchni i przygotowywał zdrowe i smaczne dania dla naszej trójki. Dzięki niemu te pierwsze dni w domu w których uczyliśmy się rodzicielstwa były dla mnie dużo łatwiejsze. Te czerwone serce na wejściu było czymś więcej niż nadmuchanym balonem, zamiast powietrzem wypełnił je troską, miłością i zaangażowaniem 🙂

            • Pierwsze dni w domu z dzieckiem byly dla mnie jak….w MATRIXIE
              Lawina skrajnych uczuc i ten maly Czlowiek w srodku wszystkiego
              Z jednej strony patrzac na Synka mialam serce zalane miodem, a z drugiej- na sama mysl o tym, ze zostane z Nim w domu sama- ryczalam z bezradnosci. To sie wlasnie nazywa baby blues. Moje spuchniete po porodzie stopy wydawaly mi sie sytuacja zagrazajaca zyciu. Nieumyta podloga w kuchni byla powodem do dwugodzinnego placzu….. Nie wspomne o nocnych lekach- budzilam sie zlana potem i z jedna mysla- czy odlozylam synka do lozeczka po karmieniu, czy tez lezy gdzies zawiniety w naszej poscieli????Dzieki Bogu po dwoch tygodniach wrocilam do normalnosci:), wpadlam w rytm codziennych obowiazkow i zaczelam cieszyc sie macierzynstwem:D

              • Nie wszystko jak w reklamie…

                Moja córka to moje serce, centrum mojego wszechświata, ale miłość szalona, bezwarunkowa przyszła z czasem. Pierwsze dni były… trudne. Mimo, że miałam już dość sporo wiosen na koncie, nie pamiętam bym czuła się w życiu bardziej niepewna, zdezorientowana i zagubiona. Nie potrafiłam udźwignąć ciężaru podejmowanych decyzji i strasznie przeżywałam każdą chwilę. Do tego doszło potworne zmęczenie, takie o którym nie miałam wcześniej pojęcia oraz maksymalne zawężenie pojęcia czas wolny. Nie potrafiłam odnaleźć się w zupełnie nowej sytuacji, nie byłam przygotowana na te zmiany, choć wcześniej myślałam inaczej. Na szczęście po kilku tygodniach coraz lepiej czułam się w roli matki i z każdym dniem moja miłość rosła w siłę, miałam więcej pewności i coraz lepiej znałam potrzeby Misi. Strach odszedł w zapomnienie, a ja poczułam czym jest szczęśliwe macierzyństwo.

                • Było to prawie 9 lat temu…
                  Ze szpitala obebrła mnie teściowa i kuzyn mojego męża (do dziś mam żal o to bo nie dostał wolnego!).
                  Pojechaliśmy do mieszkanka, które dokładnie 3czerwca 2003r stało się naszym domem.Weszliśmy do środka, postawili moje rzeczy w kuchni i wyszli…
                  To był najdziwniejszy moment w moim życiu.Zostałam sam na sam ze śpiącym niemowlakiem. Nie miałam pojęcia co robić.Kompletnie niewyobrażalna sytuacja, nowe mieszkanie(prawie bez mebli) kupa ciuchów do prania i moja panika bo nie mogłam nawet myślami tego ogarnąć. Zadzwoniłam do mojej cioci i się popłakałam,a ona kazała mi nic nie ruszać tylko się przespać. Moje pierwsze chwile były koszmarne pod względem organizacyjnym, wsparcie byle jakie… Na szczęście MIŁOŚĆ wielka.

                  • Jestem młodym tatą i gdy mój synek przyjechał z mamą do domu to miałem mnóstwo obaw. Martwiłem się czy wszystko jest odpowiednio przygotowane, czy dam radę opiekować się ta małą istotką, czy maluch dobrze zaaklimatyzuje się w domu.
                    Te i wiele innych pytań, które spędzały mi sen z powiek. Wszystko było jednak niepotrzebne, bo maluch już od wejścia został ulubieńcem wszystkich domowników i każdy chciał się nim zająć i pomagać w opiece. Ja sam również doskonale sobie poradziłem, wyręczając niemal we wszystkim zmęczoną porodem i cesarskim cięciem małżonkę. Z maluszkiem dogadaliśmy się świetnie i cały czas trzymamy sztamę.

                    • Słodkie wspomnienia

                      Moje wspomnienia z pierwszych dni w domu z dzieckiem.

                      Nie aż tak bajeczne…
                      Poznałam wówczas wszystkie smaki rodzicielstwa. Ten gorzki, kiedy trzeba było wstawać do malucha co kilka godzin, w dzień i w nocy dbać o jego potrzeby, ostatkiem sił, z oczami na wpół przytomnymi zmieniać pieluszkę i lulać przy sercu. Smak kwaśny dokładający do wszystkiego samotność rodzicielską był smakiem bezsilności i łez, bo tak maleńka bezbronna istotka miała tylko mnie… Smak słony wywołujący paniczny lęk przed skrzywdzeniem dziecka, które jest takie wątłe, kruche, lęk przed pierwszą kąpielą, przed tym jak sobie dam radę sama i… ten najważniejszy smak SŁODKI:) ten najbardziej tkwi w mej pamięci, bo nie ma nic słodszego jak taki aniołek, który jest delikatny, wrażliwy, który tuli się do piersi, jest zdany na otoczenie i kocha bezgranicznie. Rozczula każdym swoim gestem, wywołuje radość, przegania smutki i zwątpienia. Dla takich wspomnień warto żyć:)

                      • Witaj synku!!!

                        I to jest nasz dom…”- tak powiedziałam do syna, gdy przekroczyliśmy progi naszego domu. Byłam dumna z siebie, że urodziłam takiego ślicznego chłopaka, że dałam mu cząstkę siebie i będziemy razem już zawsze. Dumna, ale i niepewna jutra, bo z dnia na dzień, z godziny na godzinę, zostałam MAMĄ… Teraz wypełniam nową życiową rolę- najważniejszą dla każdej kobiety! Obawa była w każdej sytuacji- kąpania, troski o pępek, odparzenia pupy, i tu zawsze pomagała mi moja mama. Z troską kochanej babci starała się pomóc. Dzięki niej byłam spokojniejsza i zaczynałam, bez żadnych obaw, cieszyć się synkiem. Pierwsze dni to czas wpatrywania się w niego z takim podziwem… Jego malutkie ciałko wywoływało tyle emocji, a każdy domownik najchętniej uściskałby tego małego szkraba…. Pierwsze dni w domu z synem były czasem wyciszenia się, nabrania odwagi w byciu mamą i czasem snucia pierwszych wspólnych planów… To czas uświadomienia sobie, jak wielką bierzemy odpowiedzialność za tą najpiękniejszą istotę na ziemi, to czas magiczny dla każdej początkującej mamy…

                        • Pierwsze dni

                          Pierwsze dni z moim synkiem przyszły szybciej niż się tego spodziewałam 😉
                          Mój syn postanowił powitać nas miesiąc wcześniej. Wszyscy bliscy byli zaskoczeni, a już tym bardziej ja. Przez cały czas ciąży przygotowywałam się psychicznie do nowej roli – macierzyństwa, a tu trach muszę przyspieszyć te całe przygotowywania.
                          Strach o przedwcześnie urodzonego synka, jego zdrowie, o to, czy dam sobie radę, czy mleko mu będzie służyło, bo nie mogłam karmić. Bałam się po prostu czy ogarnę ten ogrom wiedzy, odpowiedzialności i czy spełnię się w roli matki. Z drugiej strony ogarniał mnie szał radości, bo wreszcie widzę mojego syna, mogę go przytulić, powiedzieć, że go kocham i poczuć jego słodki zapach, każda mama wie o czym mówię 😉

                          • Całą ciążę cieszyliśmy się na dziecko, tak bardzo nie mogliśmy się doczekać aż nasza córeczka przyjdzie na świat! Jednak coś poszło nie tak, znalazłam się na stole operacyjnym, przez pierwsze godziny po CC nie widziałam w ogóle mojej córeczki. Po tym wszystkim bardzo źle się czułam fizycznie a jeszcze gorzej psychicznie. Powrót do domu który miał być wielkim szczęściem stał się koszmarem.
                            Ja mogłam tylko leżeć, byłam w takim jakby “amoku” lub “szoku”. Nie umiem tego inaczej określić. Nie myślałam o niczym, nie czułam tego szczęścia, nie czułam więzi z moim dzieckiem.
                            Wiem, pewnie jak to czytacie zastanawiacie się co ze mnie za matka, jak ja tak mogę pisać, ale niestety taka była prawda.
                            Powrót do domu był dla mnie wielkim wyzwaniem. Musiałam nauczyć się kochać moją córeczkę, bo miłość niestety sama nie przyszła, zaczęły się spotkania z lekarzem, przeróżne porady, niezrozumienie otoczenia. Zaczęła się walka o nasze szczęście. Bardzo zazdroszczę wszystkim mamom, dla których powrót do domu wiązał się tylko z radością.

                            • konkurs

                              Pierwsze dni z naszą córcią w domu wspominam ze złami w oczach, napływają mi do oczu łzy będące oznaką wielkiej radości a zarazem ogromnego smutku. O naszą Nadunię staraliśmy się pół rok i udało nam się. Ten wyczekiwany skarb mogliśmy zabrać do domu ale jakiego… Mieszkaliśmy w małym pokoiczku u teściów alkoholików. Z moją rodziną (z podobnych powodów) też nie utrzymujemy kontaków. Przepełniała nas ogromna duma, mieliśmy naszego wyczekiwane aniołka ale było nam bardzo przykro, że nikt oprócz nas nie czeka na ten skarb. Nikt (poza mężem i koleżanką) nas też nie odwiedził w szpitalu. Baliśmy się, że w razie jakichkolwiek problemów żadna mama nam nie doradzi. Mimo tego wszystkiego postanowiliśmy, że damy radę. Musimy to przetrwać i udało się. Mała nie sprawiała problemów. Tydzień temu skończyła roczek, jest pogodnym i szczęśliwym dzieckie. Mieszkamy w małym wyjnajętym mieszkaniu ale w końcu możemy się w pełni cieszyć naszym największym skarbek-naszą córcią.

                              • Jestem mamą 3-miesięcznej Gabrysi i doskonale pamiętam, jakie uczucia towarzyszyły mi kiedy wróciłam z nią ze szpitala. Przede wszystkim strach. Miałam ciężki poród, córeczka urodziła się w zamartwicy, z wrodzonym zapaleniem płuc. Myślałam tylko o tym, żeby się gdzieś nie przeziębiła. Wizyty odwiedzających nas znajomych ograniczałam do kilku minut, nie pozwalając na dłuższe przebywanie w pobliżu małej. Dopiero uczyłam się ją karmić, gdyż w szpitalu przebywała w inkubatorze. Starałam się przytulać ją jak najczęściej by wynagrodzić jej te pierwsze dni, kiedy nie mogła czuć mojej bliskości. I cały czas nie byłam pewna czy będę w stanie zadbać o każdą jej potrzebę, czy będę dobrą i cierpliwą mamą. Oczywiście bardzo cieszyliśmy się wraz z mężem, kiedy już była z nami w domu.

                                • Pierwsze dni w domu z moim nowo narodzonym synkiem minęły jak sen. Nigdy wcześniej nie doświadczyłam czegoś podobnego. Nie spałam, nie jadłam, tylko patrzyłam na tą małą istotę, tuliłam ją w ramionach, obserwowałam czy oddycha… I ogarniała mnie coraz większa miłość i uczucie szczęścia. Wszystkie wątpliwości minęły jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Już wiedziałam, że nigdy nikogo tak nie kochałam i nie pokocham jak tego małego brzdąca leżącego przy mnie tak spokojnie. Mogę to nazwać cudem, instynktem lub czymkolwiek innym, ale wiem że te pierwsze cudowne chwile należały tylko do nas i że się już nigdy nie powtórzą.

                                  • Po 2 dobach spędzonych w szpitalu przyjechał po nas tatuś:w domu czekała na nas teściowa z zupką. to było bardzo przyjemne, ale pierwsze 2 tygodnie to było oswajanie się z potrzebami dzidziusia z jej trybem dnia spaniem karmieniem z jej placzem. Więc zanim wygrzebałyśmy się z łóżka po porannym karmieniu było już południe potem kolejne karmienie potem przebieranie papmersów i kolejne karmienie, potem moje śniadanie późnm popołudniem. początki zawsze są trudne ale jak już przyzwycziłam się to trybu dnia Paulinki to już był czas na poranną toalete śniadanko, spacerki i wszystkie domowe obowiązki. Ale od pierwszego dnia kąpiel była o 19.00 karmieni i spokojna noc. ( 3 trzema karmieniami ) Później córcia uczesniczyła w naszym normalnym życiu, oczywiście dalej zajmując centralne miejsce naszego zaintereosowania. Pewno gdy będe miała drugiego dzidziusia już będzie łatwiej cieszyć się maleństwem od pierwszych dni życia.

                                    • Pierwsze chwile z dzieckiem w domu.

                                      Kiedy urodziłam córeczkę,cieszyłam się że nareszcie pojawiła się na świecie.Gdy wziełam ją pierwszy raz na ręce, zakochałam się w swojej kruszynce.Gdy wróciłyśmy ze szpitala do domu na początku martwiłam się,czy wystarczająco dużo zjadła,wsłuchiwałam się każdy oddech dziecka i niepokoiłam się każdym płaczem córeczki. Powoli niepokoje i lęki ustąpiły codziennej rutynie:karmienie,przewijanie,usypianie,kąpanie. Czasami potrzeba mi było chwily relaksu,czasu dla samej siebie.Wtedy opiekę nad córeczką przejmował mąż,a ja spędzałam czas na przyjemnościach. Pierwsze chwile z córeczką były dla mnie niezapomniane i na pamiątkę tych dni stworzyłam pamiętnik. Na pewno niedługo przeczytam go córeczce,bo rośnie jak na drożdżach.

                                      • Pierwsze chwile z dziećmi? To był dla nas szok 🙂
                                        Przywieźliśmy ze szpitala naszą dwójkę, bliźnięta.
                                        Postawiliśmy nosidełka w ich pokoiku i usiedliśmy z mężem na przeciwko nich. Spojrzeliśmy na siebie i jednocześnie powiedzieliśmy: “I CO TERAZ…” Chyba w tym momencie zrozumieliśmy, że nasze życie się zmienia.
                                        “Przydzieliliśmy” im łóżeczka i się zaczęło… Nie pamiętamy 3 pierwszych miesięcy życia z maluchami. Wszystko działo się tak szybko. Przewijanie, karmienie (karmiłam piersią prawie rok), kąpanie, prasowanie stosów ciuszków, gotowanie. pomimo pomocy męża, byłam wiecznie niewyspana, zmęczona. Karmienie w nocy dwójki zajmowało pół nocy 🙂 Po trzech miesiącach zaczęło się jako tako wszystko systematyzować. Oswoiliśmy się z dziećmi one z nami i chyba powoli miałam czas na cieszenie się “MACIERZYŃSTWEM”.

                                        • Moje pierwse chwile z Monia

                                          Pisanie nigdy nie przychodziło mi łatwo, tym trudniej będzie pewnie oddać mi to co czułam…Z monia wróciłam do domu (wynajmowanej kawalerki 250 km od rodziców 🙁 ehhh)3 dnia po porodzie był to poniedziałek mąż jak zwykle poszedł do pracy a ja zostałam z Monia, moją kochana kruszynką. Nigdy nie byłam tak przerażona więc od razu zabrałam się za porządki, obawiałam sie pierwszej kąpieli. Mimo iż w przeszłości pomagałam siostrze przy pielęgnacji jej córeczki to jednak tak duża przerwa spowodowała że byłam przerażona jak ja wezmę tą kruszynkę na ręce i ją umyje. Jejku z nerwów zagryzałam koleją kanapkę co powodowało wzmożony napływ mleka. Gdy tylko Monisia zaczynała płakać uspokajałam ją przy piersi ( wiem tera że powinnam sprawdzić czy nie chce być tylko blisko mnie) ale wtedy uwierzcie mi sama bałam się a pierś ja uspokajała. Nie chodziłam do szkoły rodzenia pewnie to był błąd bo może nauczyłabym się jak dbać o swoją niunie i nie stresować się. Ale to nic w porównaniu z tym że ne mogłam usnąć bo bałam się że może Monia się udusić – teraz z perspektywy myślę sobie ale byłam….Ale jako doświadczona mama zdana na siebie (mąż pomagał mi ile mógł i wspierał) bałam się. z tych moich nerwów Monia w ciągu tygodnia przytyła 600 gr to bardzo dużo a potem doszła alergia :(, okazało się że Monia ma alergie na białko mleka krowiego. Nie były łatwe moje początki w byciu mamą jak większości kobiet :). Ale teraz jest super mam już 2 łobuziaki i nie boję się kąpać takich maluszków 🙂

                                          Znasz odpowiedź na pytanie: Konkurs – Wygraj kosmetyki PAT&RUB SWEET

                                          Dodaj komentarz

                                          Mozarella w ciąży

                                          Dzisiaj naszła mnie ochota na mozarellę. I tu mam wątpliwości – czy w ciąży można jeść mozzarellę?? Na opakowaniu nie ma ani słowa na temat pasteryzacji.

                                          Czytaj dalej →

                                          Ile kosztuje żłobek?

                                          Dziewczyny! Ile płacicie miesięcznie za żłobek? Ponoć ma być dofinansowany z gminy, a nam przyszło zapłacić 292 zł bodajże. Nie wiem tylko czy to z rytmiką i innymi. Czy tylko...

                                          Czytaj dalej →

                                          Dziewczyny po cc – dreny

                                          Dziewczyny, czy któraś z Was miała zakładany dren w czasie cesarki? Zazwyczaj dreny zdejmują na drugi dzień i ma on na celu oczyszczenie rany. Proszę dajcie znać, jeśli któraś miała...

                                          Czytaj dalej →

                                          Meskie imie miedzynarodowe.

                                          Kochane mamuśki lub oczekujące. Poszukuję imienia dla chłopca zdecydowanie męskiego. Sama zastanawiam się nad Wiktorem albo Stefanem, ale mój mąż jest jeszcze niezdecydowany. Może coś poradzicie? Dodam, ze musi to...

                                          Czytaj dalej →

                                          Wielotorbielowatość nerek

                                          W 28 tygodniu ciąży zdiagnozowano u mojej córeczki wielotorbielowatość nerek – zespół Pottera II. Mój ginekolog skierował mnie do szpitala. W białostockim szpitalu po usg powiedziano mi, że muszę jechać...

                                          Czytaj dalej →

                                          Ruchome kolano

                                          Zgłaszam się do was z zapytaniem o tytułowe ruchome kolano. Brzmi groźnie i tak też wygląda. dzieciak ma 11 miesięcy i czasami jego kolano wyskakuje z orbity wygląda to troche...

                                          Czytaj dalej →
                                          Rodzice.pl - ciąża, poród, dziecko - poradnik dla Rodziców
                                          Logo
                                          Enable registration in settings - general