mąż nie chce już dziecka :(

Piszę aby się wypłakać. Nie mam komu się zwierzyć, więc piszę jako anonim. Nie muszę nikomu patrzeć w oczy i widzieć wspłóczucie. Chce mi się wyć i płakać do księzyca.
Mam 30 lat. Trzy lata temu urodziłam chłopca. Nic dodawać, nic ująć. Przewócił nasze życie. Pokazał nam co to miłośc do drugiego człowieka. Wyzwolił we mnie uczucia jakich się nie spodziwałam. Odkryłam co znaczy KOCHAĆ.
Mały rósł i rośnie, a wraz z nim potrzeba jeszcze jednego dziecka.
Mąż kocha mnie i malucha nad życie. Mieszkamy teraz z moimi rodzicami. Dwa lata temu postanowiliśmy się budować aby mieć własne miejsce na ziemi. Wynajem mieszkania i opłacenie go to te same pieniądze co rata kredytu więc – Wzieliśmy kredyt na 30 lat. Jednym słowem rata miesięczna kredytu to prawie cała moja wypłata. Mąż też nie zarabia koksów. Nie jest źle. Mamy co jeść i stracza do końca miesiąca. Nigdzie nie byłam na wakacjach od początku naszego małżeństwa – 5 lat. Sobie kupuje ciuchy raczej w ciucholandach, małemu też cos fajnego znajdę i jakoś tak leci. Opłacamy wszystko i jakoś jest. Dom powoli rośnie. Będzie to zwykły mały domek-3 pokoje. Wszystko niby dobrze ALE…. ale płaczę po kontach bo ON już nie chce dziecka.
Jest dobrym i czułym mężem. Stara się abyśmy mieli własny dom. Sam walczy na budowie. Wie ile to kosztuje i to jest główny powód, że nie chce dziecka. Rozumiem go ale nie potrafię tego zakaceptować.
W grudniu przed Świętami namówiłam go na drugie dziecko. Jakoś się zgodził bo już nie mógł mnie słuchać… Zaszłam w ciąże. Szybko za pierwszym razem. Cieszyłam się jak oszalała. Kupiłam sobie koszule nawet taką dużą…
Lekarz jednak ostudził moje szczęście.
Powiedział, że mam czekać ale ta ciąża nie potrwa długo.
Miał rację. W lutym miałam zbieg. Mój aniołek odszedł. Szpital i te chwile to jeden wielki płacz. Walka, załamanie, złość, pogodzenie się ze światem i znowu nadzieja ale już jej nie mam.
Jak byłam w ciąży czułam, że mąż nie chce tego dziecka. To było najtrudniejsze. Potem po zabiegu widziałam ulgę w jego oczach. Czułam, że odetchnął z ulgą że się tak stało.
Jakaś masakra.
Tak chciałabym aby ten dom był pełan zycia, dzieci. Usmiechów, gwary maluchów.
Mój mąż ma rację to wszytsko kosztuje ALE…
Nie jestem już pierwszej młodości, a czas leci.
Nie odejdę od niego bo go kocham, on mnie kocha. Mamy wspaniałego synka. Żal mi go jednak, że nie będzie miał rodzeństwa. Boję się że ten problem urosnie we mnie strasznie. Czy moge jednak żyć wg swojego scenariusza? Może powinnam zaakceptować jego?
:(:(((( Zazdroszczę WAM dzieci = straszne ale nie potrafię się tego uczucia pozbyć. Nie musicie się mnie obawiać. Nie ukradnę Wam dzieci ani waszej miłości do nich. Chciałabym mieć swoją. Doceńcie co macie.

127 odpowiedzi na pytanie: mąż nie chce już dziecka :(

  1. Smutne to co piszesz.
    Życzę Ci aby mąż zmienił zdanie i spełniły się Twoje marzenia!

    3maj sie!

    POWODZENIA!

    • czas, dajcie sobie chwile czasu i szczerej rozmowy. Czesto nie widzimy tego ale męzczyźni tez bardzo mocno przezywaja poronienie…. Myslę, że patrzysz na to przez swój pryzmat.
      Z autopsji wiem, ze męzczyźni aby zdecydowac się na kolene dziecko czesto chcą mieć czysta, stabilna sytuację, bo to na nich ewolucyjnie 🙂 ciąży zapenienie bytu rodzinie. Proponuje wieć ustabilizowac zycie troche i finansowo i lokalowa, a wtedy wszysko bedzie prostrze.
      Czesto my kobiety chccemy dziecka juz od razu, zaraz, natychmiast…u mężczyzn to tak nie działa. Nie można mówić że facet jest be bo nie chce kolejnego dziecka.
      Przedstawiam tu troche męski punkt widzenia, ale czasami musimy popatrzeć na coś z innej niz nasza własna perspektywy.
      Także spokojnie. Sami musicie wypracować jakże niełatwy kompromis.
      Powodzenia

      • Też myślę, że trzeba jeszcze chwilki…musi się oswoić ze stratą i przygotować psychicznie na drugie!
        Kurcze…życzę by jednak Wam się udało, by ta decyzja była wspólna.
        Głowa do góry! ja tam myślę, że za niedługo obwieścisz nam wieści ale już nie jako anonim;)

        • Zamieszczone przez ausia
          Piszę aby się wypłakać. Nie mam komu się zwierzyć, więc piszę jako anonim. Nie muszę nikomu patrzeć w oczy i widzieć wspłóczucie. Chce mi się wyć i płakać do księzyca.
          Mam 30 lat. Trzy lata temu urodziłam chłopca. Nic dodawać, nic ująć. Przewócił nasze życie. Pokazał nam co to miłośc do drugiego człowieka. Wyzwolił we mnie uczucia jakich się nie spodziwałam. Odkryłam co znaczy KOCHAĆ.
          Mały rósł i rośnie, a wraz z nim potrzeba jeszcze jednego dziecka.
          Mąż kocha mnie i malucha nad życie. Mieszkamy teraz z moimi rodzicami. Dwa lata temu postanowiliśmy się budować aby mieć własne miejsce na ziemi. Wynajem mieszkania i opłacenie go to te same pieniądze co rata kredytu więc – Wzieliśmy kredyt na 30 lat. Jednym słowem rata miesięczna kredytu to prawie cała moja wypłata. Mąż też nie zarabia koksów. Nie jest źle. Mamy co jeść i stracza do końca miesiąca. Nigdzie nie byłam na wakacjach od początku naszego małżeństwa – 5 lat. Sobie kupuje ciuchy raczej w ciucholandach, małemu też cos fajnego znajdę i jakoś tak leci. Opłacamy wszystko i jakoś jest. Dom powoli rośnie. Będzie to zwykły mały domek-3 pokoje. Wszystko niby dobrze ALE…. ale płaczę po kontach bo ON już nie chce dziecka.
          Jest dobrym i czułym mężem. Stara się abyśmy mieli własny dom. Sam walczy na budowie. Wie ile to kosztuje i to jest główny powód, że nie chce dziecka. Rozumiem go ale nie potrafię tego zakaceptować.
          W grudniu przed Świętami namówiłam go na drugie dziecko. Jakoś się zgodził bo już nie mógł mnie słuchać… Zaszłam w ciąże. Szybko za pierwszym razem. Cieszyłam się jak oszalała. Kupiłam sobie koszule nawet taką dużą…
          Lekarz jednak ostudził moje szczęście.
          Powiedział, że mam czekać ale ta ciąża nie potrwa długo.
          Miał rację. W lutym miałam zbieg. Mój aniołek odszedł. Szpital i te chwile to jeden wielki płacz. Walka, załamanie, złość, pogodzenie się ze światem i znowu nadzieja ale już jej nie mam.
          Jak byłam w ciąży czułam, że mąż nie chce tego dziecka. To było najtrudniejsze. Potem po zabiegu widziałam ulgę w jego oczach. Czułam, że odetchnął z ulgą że się tak stało.
          Jakaś masakra.
          Tak chciałabym aby ten dom był pełan zycia, dzieci. Usmiechów, gwary maluchów.
          Mój mąż ma rację to wszytsko kosztuje ALE…
          Nie jestem już pierwszej młodości, a czas leci.
          Nie odejdę od niego bo go kocham, on mnie kocha. Mamy wspaniałego synka. Żal mi go jednak, że nie będzie miał rodzeństwa. Boję się że ten problem urosnie we mnie strasznie. Czy moge jednak żyć wg swojego scenariusza? Może powinnam zaakceptować jego?
          :(:(((( Zazdroszczę WAM dzieci = straszne ale nie potrafię się tego uczucia pozbyć. Nie musicie się mnie obawiać. Nie ukradnę Wam dzieci ani waszej miłości do nich. Chciałabym mieć swoją. Doceńcie co macie.

          czesto jest tak, ze mezczyzna zalamuje sie na wiesc o kolejnym dziecku,ale jak ono przyjdzie na swiat i wezmie je na wlasne rece,to cos w nim peka,tak bylo z moim mezem jak urodzila sie nasza lidia(3 cie dziecko)zycze ci spelnienia pragnienia o kolejnym dziecku:)

          • Faceci tak maja, ja mojego sporo namawialam na drugie, obecne ma 5 lat i ryczec mi sie chce…bo nie wychodzi… Ale wiem, ze wczesniej byloby nam zbyt trudno, wiem ze kiedys zajde,Twoj maz tez moze zmieni zdanie, moze nie. Pamietaj macie jedno dziecko, a wiele dzieci nawet nei ma szansy na rodzenstwo-nie koniecznie z racji wyboru rodzica.
            Brak rodzenstwa nie jest tragedia, a poza tym zajscie w ciaze nie powinno byc tylko by bylo drugie by byl brat itd.
            Faceci maja za glowny cel utrzymanie rodziny!
            Porozmawiaj szczerze z mezem, bo nigdzie nie wspominasz o szczerej rozmowie…

            • dziękuje za słowa otuchy

              Moje szczere rozmowy z mężem kończą się zawsze tym, że “nie stać nas na dziecko” i już jest to dla mnie taki argument, że cichnę jak mysz kościelna. Zatyka mnie i nie potrafię nic na to odpowiedzieć. Wiem, że ma rację i chce mi się płakać na polską rzeczywistość. Pracuję 8 godz. dziennie z dojazdami 10 godz. mnie nie ma. On podobnie. Nie mogę iść jeszcze gdzieś do pracy bo nie będę już widywać mojego malucha, a tak mi go brak.
              Wiem, powiecie może kiedyś się wam polepszy. Kiedyś… Nie sądze. Kredyt zjada nam całą kasę na cokolwiek. Pragnienie domu jest jednak silniejsze. Oboje tego chcemy.
              Teraz powiecie pewnie – nie można mieć wszystkiego…
              Czasem staram się wyciszać te moje pragnienie jeszcze kogoś, ale uczucie to powraca jak efekt jojo jeszcze silniejsze i mocniejsze. Boję się tego.
              Moje koleżanki z pracy jeżdzą na wakcje tu i tam. Chwalą się super zdjęciami z kolorowych wysp. Kupują super ciuchy. A ja nie chcę super zdjęć w super ciuchach na naszej klasie – chcę mieć dom z dziećmi i tyle. Mąż podobnie – dom, mnie i malucha… jednego.
              Wiem, też że na jego decyzję wpłynęło jego dzieciństwo. Było ich w domu 5. Taka duża gwarna włoska rodzina. Zawsze musiał się wszystkim dzielić. Nie ma z tym zbyt przyjemnych wspomnień. Teraz chce dać wszystko temu jedynemu… synkowi. Jest z niego dumny i blady jak to się mówi.
              Ja jednak sądze, że to nie jest dobre dla malucha i dla rodziców mieć jedynaka. Za bardzo się na nim skupiam. Jest rodzynkiem, rozpieszcoznym, ukochanym i wszystko kręci wokół niego. Chciałabym się podzilić tą miłością z kimś jeszcze.
              Potem się zastanawiam i myślę że może ma rację. Będzie szkoła, wakacje, jakieś hobby, może narty itd. to kosztuje on chce mu to dać. Ma racje.
              Jednak jak przychodzi wieczór to znowu tęsknica mnie nawiedza ZA TOBĄ…Za kimś moim, kto spojrzy małymi oczkami i powie “dziękuje że jesteś”.

              • Zycze Ci z całego serca spełnienia marzen!

                • Zamieszczone przez ausia

                  Mąż kocha mnie i malucha nad życie.
                  Jest dobrym i czułym mężem. Stara się abyśmy mieli własny dom. Sam walczy na budowie. Wie ile to kosztuje i to jest główny powód, że nie chce dziecka. Rozumiem go ale nie potrafię tego zakaceptować.
                  W grudniu przed Świętami namówiłam go na drugie dziecko.
                  Jak byłam w ciąży czułam, że mąż nie chce tego dziecka. To było najtrudniejsze. Potem po zabiegu widziałam ulgę w jego oczach. Czułam, że odetchnął z ulgą że się tak stało.
                  Jakaś masakra.
                  Nie odejdę od niego bo go kocham, on mnie kocha.

                  nie zazdroszczę sytuacji :(, ale wiem, że gdy ludzie sie kochają – wzajemnie, to są w stanie wiele razem osiagnąc… czy na pewno to byla ulga w jego oczach? przeciez Cię kocha nad życie, może to troska…o Ciebie, Twoje uczucia….
                  powodzenia ausia, niech dobry los Wam sprzyja

                  • Ausia-życzę Ci, zeby Twoje marzenie jeszcze się spełniło! Wierzę, ze to możliwe!

                    • Dziekuje Wam za życzenia spełnienia marzeń. Tak to moje marzenia. Ja w duchu marze aby stał się jakiś cud. Wiem, że jak maleństwo pojawiłoby się na świecie to On pokochałby je jak pierewsze, o to się nie martwię.
                      Muszę też jednak mysleć jak to będzie jak się nie spełnią moje marzenia.
                      Czy widzicie jakieś plusy bycia jedynakiem?
                      Bo ja jakoś oprócz finansowych aspektów nie widzę. Może mnie oświećcie?
                      Uświadomcie mnie… Bo chcę widziec pozytywy tej sytuacji.
                      Mama moja nie wie o miom problemie, czeka na drugie maleństwo. Wiem, że jest jej ciężo z tym moim maluchem jak idę do pracy. Łatwo z nim nie ma. Jak to maluch czasem da popalić. Mówi mi jednak żebysmy sie decydowali teraz na drugie. Pyta na co czekamy. Ja odpowiadam “wszystko w rękach Bozi” i chce mi się płakać. Zatyka mnie i zawsze jak się nakręce to mam doła. Potem staram sie myśleć pozytywnie bo mój smutek wyczuwa synek i kółko się zamyka. Nie mogę go obraczać miomi problemami.
                      A mąż? Mąż dzisiaj rano usmiechną się do mnie powiedział “Ładnie wyglądasz, kocham cię i nie mogę się doczekać jak będziemy wracać do domu”. Ciągnie go na budowę, walczy tam każdego popołudnia do nocy. Jak przychodzi póżnym wieczorem to zmęczony usmiecha się do mnie. Całuje nas nas na dobranoc jak lezymy z małym w łózku i jak mu czytam bajki.
                      A ja w głowie ciągle to samo…

                      • Zamieszczone przez ausia
                        Moje szczere rozmowy z mężem kończą się zawsze tym, że “nie stać nas na dziecko” i już jest to dla mnie taki argument, że cichnę jak mysz kościelna. Zatyka mnie i nie potrafię nic na to odpowiedzieć. Wiem, że ma rację i chce mi się płakać na polską rzeczywistość. Pracuję 8 godz. dziennie z dojazdami 10 godz. mnie nie ma. On podobnie. Nie mogę iść jeszcze gdzieś do pracy bo nie będę już widywać mojego malucha, a tak mi go brak.
                        Wiem, powiecie może kiedyś się wam polepszy. Kiedyś… Nie sądze. Kredyt zjada nam całą kasę na cokolwiek. Pragnienie domu jest jednak silniejsze. Oboje tego chcemy.
                        Teraz powiecie pewnie – nie można mieć wszystkiego…
                        Czasem staram się wyciszać te moje pragnienie jeszcze kogoś, ale uczucie to powraca jak efekt jojo jeszcze silniejsze i mocniejsze. Boję się tego.
                        Moje koleżanki z pracy jeżdzą na wakcje tu i tam. Chwalą się super zdjęciami z kolorowych wysp. Kupują super ciuchy. A ja nie chcę super zdjęć w super ciuchach na naszej klasie – chcę mieć dom z dziećmi i tyle. Mąż podobnie – dom, mnie i malucha… jednego.
                        Wiem, też że na jego decyzję wpłynęło jego dzieciństwo. Było ich w domu 5. Taka duża gwarna włoska rodzina. Zawsze musiał się wszystkim dzielić. Nie ma z tym zbyt przyjemnych wspomnień. Teraz chce dać wszystko temu jedynemu… synkowi. Jest z niego dumny i blady jak to się mówi.
                        Ja jednak sądze, że to nie jest dobre dla malucha i dla rodziców mieć jedynaka. Za bardzo się na nim skupiam. Jest rodzynkiem, rozpieszcoznym, ukochanym i wszystko kręci wokół niego. Chciałabym się podzilić tą miłością z kimś jeszcze.
                        Potem się zastanawiam i myślę że może ma rację. Będzie szkoła, wakacje, jakieś hobby, może narty itd. to kosztuje on chce mu to dać. Ma racje.
                        Jednak jak przychodzi wieczór to znowu tęsknica mnie nawiedza ZA TOBĄ…Za kimś moim, kto spojrzy małymi oczkami i powie “dziękuje że jesteś”.

                        To “nie stać nas na dziecko” to mechanizm obronny, hehe…u nas też tak było przez chwilkę a u znajomych gdzie oboje mają dochodu ok. 15tys. mies. też ten argument padł, hihi. Więc u facetów często to NIE o kasę chodzi wcale ale o gotowość.

                        Ciekawe, CO stoi tak na prawdę za tym ” nie stać nas”.

                        • U nas o kasę chodzi:( Mamy razem dochód oboje 3 tyś. netto z czego 1,4 tys. to kredyt. Nie mówiąc o opłatach i zyciu. Niewiele zostaje.
                          Nie chcę się użalać. Bo nie ma nad czym. I tak dziękuje, ze mam pracę i mam na spłatę zobowiązań. On nie chce aby było nam jeszcze cięzej. Ma racje.
                          Wiem drugie dziecko to już duże obciążenie finansowe, a ja dalej zyję w obłokach i czekam na cud.

                          • Zamieszczone przez ausia
                            U nas o kasę chodzi:( Mamy razem dochód oboje 3 tyś. netto z czego 1,4 tys. to kredyt. Nie mówiąc o opłatach i zyciu. Niewiele zostaje.
                            Nie chcę się użalać. Bo nie ma nad czym. I tak dziękuje, ze mam pracę i mam na spłatę zobowiązań. On nie chce aby było nam jeszcze cięzej. Ma racje.
                            Wiem drugie dziecko to już duże obciążenie finansowe, a ja dalej zyję w obłokach i czekam na cud.

                            Ja myślę tak, sama uważasz, że nie ma pieniędzy, a serce podpowiada drugie dziecko.
                            Rzeczywiście nie macie duzo dochodów.
                            Przemyślałabym dokładnie sama sprawę finansów najpierw, podliczyła, głęboko się zastanowiła.
                            Drugie dziecko na pewno kosztuje mniej, korzysta się dużo z rzeczy starszego.
                            Można zlożyć wniosek o zasiłek rodzinny, nie jest tego wiele, ale na pieluchy starczy. Następnie becikowe + becikowe socjalne. Ja podaję możliwości, nie wiem czy wam by się należał.
                            No i stara prawda, nigdy nie ma odpowieniego momentu na dziecko.
                            No a jeżeli dojdziesz do wniosku, że rzeczywiście nie podołacie finansowo, to moze poczekajcie.
                            Wg mnie, mąż bardzo odpowiedzialnie podchodzi, jest zmęczony, musi zarabiać.
                            Wie, że dziecko to nie tylko przyjemności, to jest ok.
                            A jeżeli będziesz przekonana, że podołajcie, to może i mąż spojrzy na to inaczej.
                            Pozdrawiam cieplutko.

                            • Zamieszczone przez ausia
                              U nas o kasę chodzi:( Mamy razem dochód oboje 3 tyś. netto z czego 1,4 tys. to kredyt. Nie mówiąc o opłatach i zyciu. Niewiele zostaje.
                              Nie chcę się użalać. Bo nie ma nad czym. I tak dziękuje, ze mam pracę i mam na spłatę zobowiązań. On nie chce aby było nam jeszcze cięzej. Ma racje.
                              Wiem drugie dziecko to już duże obciążenie finansowe, a ja dalej zyję w obłokach i czekam na cud.

                              Wiesz co? wcale nie takie wielkie!!!! To pierwsze dziecko jest największym obciążeniem finansowym! serio. Mówi Ci to praktyk już;)

                              Paradoksalnie przy drugim dziecku nasza sytuacja finansowa się poprawiła:) nie wiem…zmobilizowaliśmy się?

                              • Zamieszczone przez ausia
                                Ciągnie go na budowę, walczy tam każdego popołudnia do nocy. Jak przychodzi póżnym wieczorem to zmęczony usmiecha się do mnie. Całuje nas nas na dobranoc jak lezymy z małym w łózku i jak mu czytam bajki.
                                A ja w głowie ciągle to samo…

                                Ja myslę, że Twój mąż jest po prostu zmęczony i bez reszty pochłonięty budową!

                                To naprawdę sporo kosztuje…i pieniędzy i nerwów…

                                Dochody nie są zbyt wysokie, kredyt na karku…sama miałabym obawy (i mam bo też stoimy przed decyzją o budowie i drugim dziecku)

                                Myśle, że tu potrzeba czasu…może Twój mąż potrzebuje by zakończyć jeden etap w życiu i móc rozpocząć nowy??
                                Najpierw skończy budowę domu a później będzie mógł myślec o rodzeństwie dla Waszego synka…

                                Nie wiem jak mam pocieszyć…staram sie zrozumiec i tę druga stronę.

                                Nie mniej jednak życzę aby Twoje marzenie się spełniło i mąż zrozumiał Twoją potrzebę powiększenia rodziny…
                                Trzymam kciuki!

                                • Zamieszczone przez ausia
                                  U nas o kasę chodzi:( Mamy razem dochód oboje 3 tyś. netto z czego 1,4 tys. to kredyt. Nie mówiąc o opłatach i zyciu. Niewiele zostaje.
                                  Nie chcę się użalać. Bo nie ma nad czym. I tak dziękuje, ze mam pracę i mam na spłatę zobowiązań. On nie chce aby było nam jeszcze cięzej. Ma racje.
                                  Wiem drugie dziecko to już duże obciążenie finansowe, a ja dalej zyję w obłokach i czekam na cud.

                                  Hmm…chciałabym napisać,że to taka wymówka Twojego męża…że dziecko nie tak dużo kosztuje (jak to piszą inne dziewczyny)…i mogłabym bo częściowo jest to prawda…kosztuje mniej niż pierwsze…Ale jest pewne ale w Waszym przypadku…jedna Wasza wypłata praktycznie idzie na spłatę kredytu… A z drugiej są pozostałe opłaty i jedzenie…jak zajdziesz w ciążę to nadal byłyby Twoje pieniążki…bo nawet na l-4 jakby zaszła taka konieczność byłoby 100% wypłaty…potem macieżyński 20 tygodni też by były…czyli około 13 i pół miesiąca byłyby i Twoje dochody… Ale co potem? jest płatny urlop wychowawczy, z 2 dzieci i dochodem męża (twoj byłby utracony) nie moglibyście przekroczyć 504 zł netto na osobę.Wtedy dostałabyś 400zl i rodzinne na dwoje dzieci czyli około 500zł miesięcznie.Wasze dochody zmniejszyłyby się.. Niewiem o ile bo niewiem ile teraz zarabiasz…podejrzewam ze tak o 500zł byłyby mniejsze…moze 700…czyli 3000 -700= 2300 -1400=900…hmm…odejmij opłaty i ile zostanie na resztę? A jeśli będziecie chorować? Płatny wychowawczy jest tylko 24 miesiące…jeśli wogóle byś się załapała…Za rok maja być zmiany jakieś więc mogą się sumy zmienić…Zostaje opcja,że po macierzyńskim idziesz do pracy… A dziecko musisz z kims zostawić…wtedy macie te same pieniążki co mieliście…pytanie czy macie z kim maluszka zostawić?Wtedy sądzę ze same koszty na dziecko nie są aż tak wielkie…i dalibyście rade.Ale w pierwszej wersji ciężko to widzę… A samo wybudowanie domu nie spowoduje ze kredyt zniknie…pracować oboje musicie…zeby sie utrzymac… Chciałabym móc napisać,że jest okey… Ale napisalam to tak jak mniej wiecej mąż widzi…przepraszam ze to tak rozpisalam mam nadzieje ze sie nie gniewasz na mnie? Ja marze teraz o trzecim dziecku i z powodu finansowych raczej zostanę przy dwójce… A na drugie też czekałam na poprawe naszej sytuacji…czyli az będę miała odpowiednią umowę w pracy,żeby móc iść na macierzyński i ten płatny wychowawczy…bo my nie przekraczamy tych 504 zł…potem do pracy muszę iść bo bez tych 504zł nie zostanie mi nic na jedzenie…realia polskiej rzeczywistości…ja nawet nie marzed o domku… Ani nawet o mieszkaniu własnościowym… Nikt by nawet nie dał nam kredytu z naszymi dochodami 🙁 Życzę pozytywnego rozwiązania sprawy…i możliwości realnego spojrzenia na Waszą sytuację…przeanalizuj wszystko….jeśli masz z kim zostawić dzieciątko po macierzyńskim to widzę realne szanse! Pozdrawiam!

                                  Powiedz mężowi że widzisz w tym domu dwoje dzieci i Was…że potrzeba Ci tego do szczęścia…do możliwości powiedzenia sobie za kilkadziesiąt lat że nie żałujesz mając jedno dziecko…że będziesz wiedzieć że syn nie zostanie sam…że do Was będzie przychodziło dwoje dzieci na zmianę w odwiedzinki a niedaj Boże gdy zajdzie potrzeba opieki nad Wami to nie spadnie ten obowiązek na Wasze jedyne dziecko…i wreszcie powiedz,że jest to Twoje wewnętrzne pragnienie którego sama nie rozumiesz…i nie będziesz potrafiła cieszyć się tym co masz…bo nadal brak Ci tego kogoś…do pełni szczęścia…że jest to w Tobie….Ze rozumiesz że teraz nie macie jak…że to Cię boli… Ale że jest to niemal tak ważne dla Ciebie jak ten dom i Wasza rodzina…powiedzże jakbyś wróciła po macierzyńskim do pracy to będzie jak teraz… A potem dzieci urosną…będą samodzielniejsze…i będzie łatwiej! Oczewiście to tylko moje rady…hmm…. A nawet nie rady…takie rozważania…jakbyś mogła mu to przybliżyc co czujesz…mam nadzieję,że niczym Cię nie uraziłam. Pozdrawiam serdecznie i trzymaj się cieplutko!

                                  • Nie uraziłaś mnie. Chodzę i zyję na tym samym świcie co Ty:) i wiem ile co kosztuje.
                                    Mam tą wspaniałą sytuację, że jest moja mama. Która opiekuje się moim maluchem i zaopiekowałaby się drugim gdyby był i sama chce.
                                    Więc mogłabym wrócić do pracy zaraz po macierzyńskim. Pracę też mam uregulowaną bo na czas nieokreslony. Więc mam spokój pod tym względem.
                                    Chciałabym własnie teraz mieć to dziecko póki mieszkamy razem z mamą i jest na miejscu. Mogłabym rano szybko lecieć do pracy i nie wozić nigdzie tego maleństwa. Mam ten komfort i uważam, że teraz jest najlepszy moment na dziecko. Bo mieszkamy jeszcze razem. Moja mama póki jest zdrowa mogłaby się opiekować do czasu przedszola maluchem.
                                    Nasze zarobki są skromne ale w zyciu nie jest najważniesze aby miec firmowe buty.
                                    Mąż jednak ma rację, że mamy chyba za mało…
                                    Czas mi ucieka… A zegar tyka… i smutno mi.
                                    Jednak dziękuję Wam za wsparcie, odpowiedzi i naświetlanie sprawy z punktu widzenia męża. To prawda jest przepracowany. Kiedyś to ja najbardziej chciałam domu (cokolwiek to miało znaczyć). Teraz on mi dziękuje, że się budujemy bo ma cel i do niego dązy. Tylko za jaką cenę… Nie chcę na starość jak moje sąsiadki siedzieć sama przed domem…
                                    Mam brata, mieszka daleko od nas. Gdy nie ja moja mama też wglądałaby jak te sąsiadki.
                                    Ja tak nie chcę.
                                    On tego nie rozumie. Mówi że nei będę sama bo on będzie…
                                    Wciaż czekam na cud…

                                    • Zamieszczone przez ausia
                                      Nie Czas mi ucieka… A zegar tyka… i smutno mi.

                                      Przecież 30 lat to nie starość… Nawet jakby z 5 lat trwało dojrzewanie męża do drugiego dziecka…to jeszcze nie tragedia i nie przekreśla wtórnego macierzyństwa!

                                      Zbudujcie domek, nacieszcie się nim…
                                      Daj mężowi czas a wszystko się dobrze ułoży 🙂

                                      • Ausiu, wiem, ze to kiepsko wszystko teraz wyglada…
                                        ale czasami musimy nauczyc sie czekac.

                                        Musi Ci byc strasznie ciezko sobie z tym wszystkim poradzic, skoro majac swiadomosc udanego zycia, milosci meza – mowisz, ze go nie zostawisz… tzn. ze myslisz, czy by go nie zostawic jednak… mimo tego calego szczescia… czyli ciezar straszny.
                                        Ale wiesz… to, co on teraz mowi…
                                        wszystko sie moze odwrocic – i odwraca sie, rodzice – i mezczyzni, i kobiety – czesto zmieniaja zdanie co do drugiego dziecka… U Was jest sporo potencjalnych przyczyn tego, jak on sie przed tym teraz broni. Jak i przyczyn Twojego tak wielkiego pragnienia… Przeciez nie jest wcale za pozno i nie jest powiedziane, ze synek bedzie sam… choc nawet gdyby byl sam – to nie jest takie straszne (ja sie musialam z tym pogodzic – nie moge miec drugiego dziecka, a w planach roznica miala wynosic rok, gora dwa).
                                        Twoj synek bedzie mial kochajaca rodzine, bedzie szukal w Was harmonii – moze nawet nie poczuje, ze czegos, kogos mu brak…
                                        No i przede wszystkim to nie jest skazane na porazke… Jest wg mnie wiele szans na to, ze staniecie sie ponownie rodzicami.
                                        Musisz jednak sprobowac wczuc sie takze w druga osobe – jesli ktos bardzo broni sie, z jakiegokolwiek powodu, przed tym, by teraz miec drugie dziecko – czy czestotliwosc namawiania go na dziecko moze zmienic jego zdanie?
                                        Juz raz sie zgodzil, skonczylo sie dla Was bardzo smutno… moze naprawde trzeba poczekac.
                                        Wiem, ze to przykre, smutne… ze chcialabys spelnic to marzenie, a to, co niespelnialne tym mocniej nas ku sobie pociaga i taka szkoda, ze ktos nie chce sie tym z nami dzielic, bo teraz mysli o czyms innym 🙁
                                        Ale jeszcze sie ulozy, dajcie sobie czas… postaraj sie cieszyc tym, co sobie dajecie i jak dobry jest Wasz zwiazek, jak udana Wasza rodzina.

                                        • CZAS

                                          Wielkie podziękowania dla Lea, amber, keyti, ahimsa i ulaluki 🙂 Dawno tak wiele dziewczyn nie rozmawiało o mnie i moich prolbemach.
                                          Poczytałam jeszcze raz Wasze wszystkie odpowiedzi. Każda z Was coś mi życzyła, radziła. Większość mówi CZAS…
                                          Chyba macie rację, muszę odpuścić i pozwolić aby dom wyrósł. Może mąż poczuje jakąś stabilizację i wtedy się uda. Muszę myśleć pozytywnie, że może kiedyś się uda, tylko teraz muszę chyba faktycznie dac mu spokój. Niech nie martwi sie jeszcze tym, że mam niespełnione marzenie o dziecku. Wyciszę to pragnienie wiem jednak, że będę dalej czekała na ten CUD.
                                          Dziękuje Wam. Dam mu czas i postaram się cieszyć tym co mam. A uwierzcie mam bardzo dużo, chyba coś najcenniejszego i bezcennego. Miłość w oczach bliskich, dziecka, męża, mamy i taty, teściów też mam dobrych.
                                          A kasa? Kasa jest, a jutro jej nie ma, więc nie przejmuje się tym co materialne.
                                          Chwile są tak ulotne, że trzeba tylko łapać każdą sekundę z bliskimi.
                                          Jak wracam do domu, to tak jakby mnie ktoś głsakał po głowie, tak mi dobrze.
                                          W sercu ciągle tli się nadzieja. Przyjdz do nas kiedyś i ZOSTAŃ proszę…

                                          Dziękuje jeszcze raz
                                          Teraz czas na CZAS

                                          Znasz odpowiedź na pytanie: mąż nie chce już dziecka :(

                                          Dodaj komentarz

                                          Mozarella w ciąży

                                          Dzisiaj naszła mnie ochota na mozarellę. I tu mam wątpliwości – czy w ciąży można jeść mozzarellę?? Na opakowaniu nie ma ani słowa na temat pasteryzacji.

                                          Czytaj dalej →

                                          Ile kosztuje żłobek?

                                          Dziewczyny! Ile płacicie miesięcznie za żłobek? Ponoć ma być dofinansowany z gminy, a nam przyszło zapłacić 292 zł bodajże. Nie wiem tylko czy to z rytmiką i innymi. Czy tylko...

                                          Czytaj dalej →

                                          Dziewczyny po cc – dreny

                                          Dziewczyny, czy któraś z Was miała zakładany dren w czasie cesarki? Zazwyczaj dreny zdejmują na drugi dzień i ma on na celu oczyszczenie rany. Proszę dajcie znać, jeśli któraś miała...

                                          Czytaj dalej →

                                          Meskie imie miedzynarodowe.

                                          Kochane mamuśki lub oczekujące. Poszukuję imienia dla chłopca zdecydowanie męskiego. Sama zastanawiam się nad Wiktorem albo Stefanem, ale mój mąż jest jeszcze niezdecydowany. Może coś poradzicie? Dodam, ze musi to...

                                          Czytaj dalej →

                                          Wielotorbielowatość nerek

                                          W 28 tygodniu ciąży zdiagnozowano u mojej córeczki wielotorbielowatość nerek – zespół Pottera II. Mój ginekolog skierował mnie do szpitala. W białostockim szpitalu po usg powiedziano mi, że muszę jechać...

                                          Czytaj dalej →

                                          Ruchome kolano

                                          Zgłaszam się do was z zapytaniem o tytułowe ruchome kolano. Brzmi groźnie i tak też wygląda. dzieciak ma 11 miesięcy i czasami jego kolano wyskakuje z orbity wygląda to troche...

                                          Czytaj dalej →
                                          Rodzice.pl - ciąża, poród, dziecko - poradnik dla Rodziców
                                          Logo
                                          Enable registration in settings - general